RE: Miejskie finanse potrzebują… reanimacji
Panie Andrzeju,
Jedno drobne sprostowanie. Oczywiście wygranie wyborów nie jest ratunkiem dla miasta. Myślę, że obaj wiemy, iz to taki skrót myślowy, ktory Pan zastosował, a obaj go rozumiemy. Więc tylko gwoli ścisłości. Chodziło mi o to, iż wygranie wyborów jest najlepszym instrumentem do zmiany wladzy, a nie mszczenie się na mieście (szkodzenie mu) poprzez nieprzyjęcie budżetu, tylko dlatego, ze chciałoby się dopiec i utrudnić życie prezydentowi, a wyborcom dać sygnał jaki ten prezydent zły. Ratunek dla miasta w jest w ułożeniu skomplikowanej układanki z wieloma różnymi elementami przy różnych uwarunkowaniach i niewiadomych. I na pewno nie w krótkim czasie. Natomiast wygranie wyborów jest oczywiście tylko środkiem.
W poście poruszył Pan kluczową sprawę. Niestety nie napiszę nic super konkretnego i odkrywczego. I nawet Panu nie zaprzeczę. Bo ma Pan po prostu rację. Możemy narzekać, że jest źle i prześcigać się w czarności opinii albo w złośliwości komentarzy i stosować metodę, jak moi dyskutanci tutaj, że jak będą coraz głośniej krzyczeli i coraz natarczywiej, bardziej agresywniej, to dwa plus dwa wreszcie da pięć, a ja to przyznam. Ale to nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość. Pytanie, kto ma pomysł, czyli jakąś koncepcję na tę układankę. Jeśli zgodzę się z Panem, że generalnie działacze polityczni nie maja takiej koncepcji, to może to znaleźć się z zarzutem, że łatwo tak mówię, bo teraz po rozejściu sie wszystkich ze sobą ze strony opozycyjnej (wskutek czego, to juz opisałem nie raz), łatwo mi tak pisać.
Wie Pan, że zawodowo od 16 lat pracując w samorządzie, wcześniej w Żyrardowie, potem w Milanówku, potem jako konsultant, z przerwa na ministerstwo, a teraz w korporacjach samorządowych oprócz tego, że bywam często w sejmie i innych gremiach dużo jeżdżę po polskich samorządach, praktycznie po całym kraju, od największych miast, po małe gminy i powiaty - z doradztwem, warsztatami o zarządzaniu, funduszach unijnych itd. Wie Pan dlaczego to piszę? Dlatego, że wiem ponad wszelką wątpliwośc z kontaktu z tymi dziesiątkami samorządowców, że kluczem do sukcesu jest słowo PRZYWÓDZTWO. A prezyjniej rzecz biorąc, jakość tego przywództwa.
Widzę jakie są różnice pomiędzy liderami i ich zespołami. Po prostu są słabi i są lepsi, a wsród tych lepszych wybitni, jak choćby wczoraj burmistrz 30 tys. Dzierżoniowa na Dolnym Ślądku, skąd wróciłem. Gość, który może być wzorem, prosze sobie wyobrazić, że sposród samorządowców-liderów w powiecie on jedyny był na sali i skrzętnie notował co mówimy. I wlaśnie tacy pójdą dalej, będą motorami swoich samorządów, a za nimi pójdą ich miasta. Natomiast inni nie obudzili się, zostali z tym samem stanem świadomości i jakości przywództwa co byli. I ci przegrają. A z nimi przegrają ich gminy i miasta (ludzie po prostu stamtąd uciekną, co sie dzieje i co pokazujemy na danych liczbowych, ktore są dla wielu z osób na sali wstrząsające.)
Brutalna prawda jest niestety taka, że wśród kandydatów na przegranych jest w konsekwencji ostatnich lat i innych czynników także Żyrardów. Ale to nie jest tak, że wszystko jest na dnie, zle, beznadziejne. Nie. Tylko, że miasto, by przetrwać, musi ciągle się rozwijać. Musi ciągle biec, bo inaczej nie stanie, a zacznie się cofać. I to wie bardzo dobrze burmistrz Grodziska Grzegorz Benedykciński. Któremu ciagle mało, który ciągle pędzi do przodu. Bo wie, że nie może się zatrzymać, bo natychmiast miasto się stoczy, a ludzie rzucą mu się do gardla, przyzwyczajeni do pewnego poziomu. On dzisiaj zarządza rozwojem. Żyrardow zarządza biedą.
W Żyrardowie klasa polityczna jest bardzo słaba. A wśród potencjalnych kandydatów i ich zaplecza są ludzie z brakiem kwalifikacji do zarządzania miastem, nie mówiąc o "zarządzaniu rozwojem", i do tego psychicznie słabi, agresywni i przez to nieobliczalni. Stety, niestety jedynym ośrodkiem, z którego może dziś wyjść cokolwiek (w rozumieniu jakiejkowiek propozycji trzymającej sie kupy) jest prezydent miasta. Radni pozostają zupełnie poza sferą realnych koncepcji. Z różnych zresztą przyczyn (subiektywnych i obiektywnych). I dlatego jedynym programem, który leży dziś na "żyrardowskim stole" jest program oszczędnościowy, który wykonała na zamówienie prezydenta Wilka firma zewnętrzna. Dlatego oczekuję jego upublicznienia. Oczekuję, że wszyscy będziemy sie tego domagać. A następnie jakiejś dyskusji nad nim, zamówienia kolejnych, ich porównania, wybrania i wdrażania.