RE: kobiety w polityce - małej
Hej, trochę uporządkujmy pewne sprawy.
To nie jest tak, że kobiet nie ma w polityce, bo kobiety same nie chcą i starczy. Wolna wola.
Działają pewne mechanizmy społeczne, psychologiczne, które utrudniają kobietom realizację dążeń. Na przykład "szklany sufit".
http://pl.wikipedia.org/wiki/Szklany_sufit
Kobiety same wzajemnie utrudniają innym kobietom i sobie osiąganie lepszych stanowisk, na przykład uważając, że szefowe kobiety są gorsze niż szefowie mężczyźni. Działa tu też kilka mechanizmów, na przykład: kobieta przyjmie reprymendę od faceta, ale nie od kobiety. Od dzieciństwa uczona jest, że mężczyźni są szefami, ojcami rodziny, reprezentują siłę / prawo itd. Od kobiet wymaga się więcej empatii, współczucia, miękkości w zachowaniu.
W tej samej sytuacji kobieta podwładny przyjmie reprymendę od szefa mężczyzny, bo jest przyzwyczajona, że faceci są ostrzejsi w zachowaniu, bardziej szorstcy, nie zwracają takiej uwagi na to, że urażają czyjeś uczucia.
Kiedy taką samą reprymendę uzyska od kobiety - w jej głowie pojawi się nieświadome uczucie sprzeciwu: jak to? Ona jest kobietą, taką jak ja. W czym jest lepsza? Dlaczego podniosła głos? Jaka wredna! Powinna okazać mi więcej empatii / zrozumienia - jako kobieta.
Inną sprawą jest różnica relacji między kobietą - kobietą a mężczyzną - kobietą. Kobieta podwładny automatycznie uruchamia w relacjach mechanizmy obronne tak, żeby mężczyzna potraktował ją łagodniej. Okazuje większą uległość. Z kolei mężczyźni w relacjach z podwładnymi kobietami przyjmują też inną taktykę niż w relacjach z podwładnymi mężczyznami. Facet przyjdzie do faceta, opierd...li na czym świat stoi, ale po chwili podadzą sobie rękę, po robocie pójdą na piwo i sprawa załatwiona.
W przypadku relacji mieszanych nie jest to możliwe - z powodu różnic kulturowych, barier wynikających z dobrego wychowania itd.
Mężczyźni - nieświadomie - traktują kobiety podwładne nieco łagodniej niż podwładnych mężczyzn. Ale ma to też negatywne konsekwencje dla kobiet. Facet szef podświadomie uznaje, że skoro traktuję kobietę podwładną ulgowo / nieco łagodniej niż jej kolegę mężczyznę, to potem przy awansie będzie preferował faceta, czując, że jest tym pracownikiem, który bardziej zasługuje, bo przecież ulgowo traktowany nie jest
Kobieta szef ma szczególnie trudną sytuację, bo wobec niej oczekiwania są wygórowane. Jesteśmy przyzwyczajeni do głupich, leniwych, podłych szefów mężczyzn. Ale głupia, leniwa czy podła szefowa jest szczególnie widoczna (efekt skali) i szczególnie łatwo ją napiętnować.
Ostatnio słyszałam dobre zdanie pewnej chyba duńskiej feministki: kobiety w życiu publicznym nie muszą być dwa razy lepsze od facetów. Mogą być tak samo złe, głupie, leniwe jak oni. Są głupi faceci i są głupie kobiety. Jest całkiem sporo głupich facetów na wysokich / publicznych funkcjach, ale w przypadku kobiet mamy zdecydowanie o wiele większe wymagania.
Problem polega na tym, że bardzo łatwo jest powiedzieć - i mówią to zarówno faceci, jak i same kobiety - że kobiet w polityce nie ma, bo nie chcą i już.
Ale kobiet jest w społeczeństwie więcej niż mężczyzn! Dlatego powinnyśmy - my, baby - zacząć myśleć, że bycie w polityce, zarządzanie firmami, organizowanie różnych rzeczy - jest też naszym obowiązkiem obywatelskim.
Co prawda faceci są obywatelami o wiele, wiele, wiele dłużej niż kobiety (pamiętacie te daty, kiedy kobiety otrzymały prawa wyborcze?), ale musimy nadrobić

Dla naszego własnego dobra.