[-]
Ostatnio Dodane Obrazki
  •  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16(current)
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • ...
  • 25
  • Dalej 
Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 3.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Dowcipy różne

RE: różne

Jak my byliśmy to nie było Smile
"Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy.... "
Odpowiedz

RE: różne

Bo Polaków tam nie było?
Odpowiedz

RE: różne

A 4 pancernych ?Smile
"Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy.... "
Odpowiedz

RE: różne

Pancerni byli w telewizji.
Odpowiedz

RE: różne

No. Sam widziałem jak zatykali flagę na bramie Big Grin
Odpowiedz

RE: różne

W internecie różnie piszą na temat zatykania polskiej flagi-film był nagrany na podstawie powieści Janusza Przymanowskiego i nie należy faktu filmowego zatykania polskiej flagi urealniać.
Odpowiedz

RE: różne

(25.10.2012 20:19 )teqton napisał(a): Treść niewidoczna dla osób niezalogowanych na forum.
Link do rejestracji
Niestety (albo stety) czterech pancernych i ich psa nie mogło być w Berlinie, bo polskie czołgi tam nie dotarły:
„Kilka pokoleń Polaków wychowanych na jednym z najbardziej zakłamanych polskich filmów jest przekonanych, że to Janek Kos z radzieckimi żołnierzami zatknął polską flagę obok sowieckiego sztandaru na Bramie Brandenburskiej. Świadomość naszego udziału w szturmie na tę część Berlina była tak ugruntowana, że ktoś w albumie I dywizji kościuszkowskiej wkleił zdjęcie polskiego żołnierza kryjącego się za czołgiem i ostrzeliwującego Bramę Brandenburską. O tym, że jest to fałszerstwo propagandowe, świadczy choćby to, że wojak ma na głowie galową rogatywkę zamiast hełmu. Jest pewne, że żaden polski czołg nie brał udziału w szturmie na Berlin, bo I Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte szlak bojowy zakończyła nad Bałtykiem. […]
O większym udziale Polaków w szturmie na Berlin zadecydował Stalin, który uznał, że będzie to można wykorzystać propagandowo, choć tylko w Polsce. Z okolic Kołobrzegu skierowano do Berlina najstarszą polską jednostkę walczącą u sowieckiego boku - I Dywizję im. Tadeusza Kościuszki.
Propagandowe motywy decyzji nie sprawiły jednak, że Polacy bili się mniej niż Sowieci. Przeciwnie, naszym jednostkom przypadł w udziale atak na Bismarckstrasse, będącą jednym z najlepiej bronionych przez Niemców odcinków, oraz na park Tiergarten, chroniący dzielnicę rządową. Polacy bili się wyjątkowo zaciekle, wykazując niespotykaną pomysłowość. Polska artyleria, która nie miała odpowiedniego sprzętu, udowodniła, że z haubic można strzelać na wprost. Nie zatknęliśmy co prawda polskiej flagi na Bramie Brandenburskiej (według niektórych źródeł, wisiała tam kilkanaście minut), jednak uwieńczeniem polskiego wysiłku było umieszczenie naszych barw na pruskiej Kolumnie Zwycięstwa.”
http://www.wprost.pl/ar/76112/Antybraterstwo-broni/
"Dodaj jeszcze, że są i tacy którzy nie mogą głosować w naszym mieście, a mędrkuje taki, smętkuje, rozlicza, dyskutuje,obraża i jest fachowcem od wszystkiego.....a jak wiadomo wszystkim wokół- "fachowiec od wszystkiego jest fachowcem od niczego" Judyta
Odpowiedz

RE: różne

Cała prawda o czterech pancernych
Jerzy Burlinski

...Jan Kos po ślubie z radziecką sanitariuszką Marusią wyjechał do ojca do Gdańska. Janek nie wyobrażał sobie przyszłości bez wojska. Jako bohater wojenny bez problemów dostał się do szkoły wojsk pancernych. Marusia zamieszkała u teścia, który został urzędnikiem w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku.

Czekając na powrót męża ze szkoły oficerskiej, Marusia podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu wojskowym w Gdyni. Jankowi wróżono wielką karierę w wojsku i Marusia już widziała siebie jako polską panią generałową. Los chciał jednak inaczej. Gdzieś na początku 1950 roku niespodziewanie aresztowano starego Kosa, ojca Janka. Jak pamiętamy z filmu, był on przed wojną mieszkańcem Wolnego Miasta Gdańska, potem więzili go Niemcy, miał jakieś bliżej nie określone powiązania z ruchem oporu na Pomorzu. Słowem: człowiek niepewny. Starego Kosa oskarżono o współpracę z hitlerowcami (wiadomo: Wolne Miasto Gdańsk), powiązania z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli z sanacyjnym wywiadem (Komisariat RP w WMG), a wreszcie o współpracę z brytyjskim wywiadem morskim i o sabotaże na Wybrzeżu Gdańskim. Jak było naprawdę, archiwa milczą. Stary Kos procesu nie doczekał i zmarł w więzieniu w Sztumie.
Aresztowanie Kosa seniora było końcem kariery Janka. Z ostatniego roku szkoły oficerskiej, wprost z zajęć politycznych, aresztowała go Informacja Wojskowa. Jako syn zdrajcy, wroga klasowego, szpiega i sabotażysty nie miał czego szukać w Ludowym Wojsku Polskim. Długo go nie trzymali, wyszedł po roku z odbitymi nerkami i złamanym życiorysem. Najgorsze czekało na niego jednak w domu. Tam zastał kartkę napisaną przez żonę Marusię. Jak pamiętamy, Marusia była Rosjanką, obywatelką ZSRR. Na wracającego z aresztu Janka czekała kartka napisana nieporadnie w polsko-rosyjskim języku:

„Janek, ja komunistka, ja Ruskaja, moj atiec eto Stalin, twoj atiec eto szpion. Wy reakcyjnaja swołocz, ja nie chaczu tieba. Ja jedu w Sowieckij Sojuz.
Z mojej ambasady ty dostaniesz papiery rozwodowe. Ty mnie nie szukaj. Ja tiebia nie lubliu.
Marusia”.
Po kilku miesiącach przyszły dokumenty rozwodowe. Przez następne lata Janek biedował i znowu, jak w czasie wojny, szukał ojca. Tym razem już go nie znalazł. Starzy znajomi z czasów wojny albo też siedzieli w kryminale, albo odwrócili się od niego jak od zadżumionego. Janek nie miał żadnego wykształcenia, nie miał zawodu, pracował więc jako niewykwalifikowany. Po 1956 roku i rehabilitacji ojca (pośmiertnej) skończył jakieś szkoły zaocznie. Podjął pracę w stoczni gdańskiej, nie ożenił się drugi raz. Pod koniec lat 60. zaprzyjaźnił się z podobnym sobie rozbitkiem życiowym, z Mateuszem Birkutem, ale tu już historia na inną opowieść…
Marusia Kos, de domo Aganiok. Na polecenie sowieckiej ambasady odcięła się od swojego męża i teścia i wróciła do ZSRR. Tam rozwiodła się z Jankiem. Pracowała jakiś czas w szpitalu w Nowosybirsku, wyszła za mąż za oficera wojsk rakietowych, miała z nim syna i rozwiodła się. Drugi raz wyszła za mąż, za lotnika, który zginął nad Koreą. Owdowiała i nadal piękna, zajęła się wychowywaniem synów po rakietowcu i lotniku. Nigdy już nie była w Polsce.

Gustaw Jeleń. Gustlik po weselu wrócił na Śląsk i zamieszkał wraz z żoną Honoratą w jednoizbowym mieszkaniu ojca, położonym w typowo śląskim familoku, z wygódką na podwórku, obok maleńkiego ogródka i klatek z królikami. Mundur obwieszony orderami wylądował na dnie szafy, zastąpił go górniczy kombinezon. Gustlik był chłop jak tur i fedrował za dziesięciu chłopa. Już-już miał zostać przodownikiem pracy (mówiło się nawet o awansie na sztygara i mieszkaniu zakładowym), gdy zdarzyło się nieszczęście. Jak pamiętamy z filmu, ojciec Gustlika całą wojnę przesiedział na Śląsku, gdzie pracował w kopalni. Gdy wręczono mu dokument stwierdzający, iż jest obywatelem III Rzeszy, zaklął pod nosem i poszedł na szychtę do kopalni. Stary Jeleń nie wiedział, co to strajk włoski i symulowanie pracy. Wiedział za to, że szychta to jest szychta, a fedrunek to fedrunek, bez względu na to jaka flaga wisi na kopalnianej bramie.
Takie podejście do pracy spodobało się jego przełożonym, Jeleń senior dostał list pochwalny od samego dr. Roberta Leya, przywódcy niemieckich robotników. To był początek jego zguby. W 1945 roku, jakieś pół roku po tym jak na katowickim rynku radzieccy wyzwoliciele zaczęli zabierać przechodniom zegarki, sąsiad starego Jelenia, były szef dzielnicowej komórki SA. wywiesił na balkonie czerwoną flagę z widocznym, jasnym kołem na środku po odprutej swastyce, wstąpił do PPR i zadenuncjował starego. W śledztwie na UB nawet go nie bili, wystarczył im znaleziony w komodzie ów fatalny list z podpisem dr. Leya.

Gustlik wyciągnął z szafy mundur i zaczął biegać po urzędach, żeby ratować ojca. Nic nie pomogło, nawet order za Studzianki, krzyż za forsowanie Odry i za wzięcie do niewoli hitlerowskiego generała ze sztabem ani nawet odznaka grunwaldzka za zdobycie Berlina. Stary Jeleń trafił do Łambinowic, gdzie już w pierwszym tygodniu podpadł komendantowi Morelowi, późniejszemu obywatelowi Izraela. Gustlik stracił pracę w kopalni akurat w dniu, gdy Honoratka rodziła drugie dziecko. Stary Jeleń zmarł za drutami kolczastymi w Łambinowicach i dopiero po 45 latach Niemiecki Czerwony Krzyż ustalił miejsce jego pochówku w zbiorowej mogile. Gustlik biedował, aż gdzieś około 1959 roku uśmiechnęło się do niego szczęście. Pamiętamy z filmu, iż Gustlik poznał Honoratkę już za Odrą, gdy ta była służącą u niemieckiego generała, którego Gustlik wziął do niewoli. Generał przeżył radziecką niewolę, symulując komunizm. Gdy powstała NRD, zgłosił akces do jej armii. Zwolnili go z niewoli i generał wsiadł w metro w Berlinie i trafił prosto do rodzinnego majątku w słonecznej Hesji. Po powrocie zaczął szukać dawnej służącej. Starania trwały długo. Państwo Jeleniowie wraz z piątką dzieci opuścili Śląsk na krótko przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych między PRL a NRF. Na początku Gustlik fedrował w Westfalii, potem dostał duże pieniądze – za ojca z niemieckim paszportem i listem od dr. Leya, zamęczonego przez polskich komunistów i Salomona Morela, za pracę Honoratki na służbie u generałostwa, za pozostawiony za żelazną kurtyną familok z wygódką, ogródkiem i klatkami. Kupił mały domek w okolicach Padeborn. Tam zaprzyjaźnił się z sąsiadem, takim jak on emerytem i również byłym pancerniakiem, tyle że od Guderiana.
Grigorij Saakaszwili, Gruzin, w cywilu mechanik, przydzielony do LWP jako kierowca czołgu. Ten sympatyczny brunet przez cały film bawił nas swoimi problemami z opanowaniem języka polskiego, a przede wszystkim kłopotami sercowymi. Grigorij kochał się w każdej napotkanej na szlaku bojowym dziewczynie. Bez wzajemności. Na weselu Janka i Gustlika czuł się źle.
Wojna skończyła się, koledzy z czołgu znaleźli sobie żony. Jak pamiętamy, między jednym a drugim tańcem Grigorij oświadczył się Lidce Wiśniewskiej, polskiej telegrafistce. Lidka, zrozpaczona definitywnym odrzuceniem przez Janka, niemal wymogła na Gruzinie oświadczyny. Zgodziła się nawet wyjechać do Gruzji. Czwartego dnia po weselu, po wytrzeźwieniu, Grigorij zameldował się u swoich przełożonych i przedłożył im prośbę o zgodę na poślubienie Lidki. Nie dali mu nawet pożegnać się. Miesiąc po weselu Grigorij zasiadł za kierownicą czołgu w Mandżurii, gdzie Stalin dotrzymał słowa i zapłacił Amerykanom krwią za nabytki w Europie. Grigorij dobił Japońca i został zdemobilizowany. W rodzinnej Gruzji nikt na niego nie czekał. Bliskich zamordował Stalin do spółki z Hitlerem. Nadal nie miał szczęścia do kobiet, Lidkę wybito mu z głowy. Rozpił się, zamykali go na odwykach. W końcu wylądował jako brygadzista na wielkiej budowie na Magadanie. Tam przeżył szok. Wracając po pijanemu do swojego baraku, mijał kolumnę więźniów łagru. Nagle z człapiącej w błocie ludzkiej ciżby ktoś zawołał go po imieniu. W tłumie wychudzonych więźniów stał z kilofem na ramieniu, w kufajce z numerem na plecach jego pierwszy dowódca, porucznik wojsk pancernych Olgierd Jarosz, oficjalnie poległy ponad 10 lat wcześniej.
NKWD-zista prowadzący kolumnę okazał się ludzki i za butelkę spirytusu zwolnił na kilka godzin Jarosza. Bez obaw, nikt nie uciekał, nie było gdzie i po co. Jak pamiętamy, Olgierd był pierwszym, jeszcze w Sielcach nad Oką, dowódcą czołgu o numerze taktycznym 102, zwanego „Rudym”. Jarosz był obywatelem ZSRR, w cywilu meteorologiem, wnukiem powstańca styczniowego z 1863 roku. Oficjalnie Olgierd zginął, gdy jego załoga przebywała w szpitalu. Aresztował go Smersz („Śmierć Szpiegom”). Jarosz, nosząc polski, tj. LWP-owski mundur i obcując na co dzień z Polakami, stał się Polakiem, co ułatwiły mu rodzinne, powstańcze koneksje. Raz i drugi coś powiedział. Przy wódce skrytykował brak należytej opieki medycznej nad rannymi członkami jego załogi, w trakcie narady sztabowej powiedział, co myśli o rzucaniu piechoty bez pancernego wsparcia na niemieckie bunkry. Na końcu powiedział coś złego o Stalinie. To był koniec.

Aresztowanie i proces przed sądem polowym nie trwały nawet doby. Miał szczęście, przed niechybną kulą w potylicę uratował go mundur LWP i ordery jeszcze za 1941 rok. Zamiast plutonu egzekucyjnego, 25 lat łagru. Formalnie Olgierd, mimo iż poddany Stalina, był oficerem LWP. Aby nie wprowadzać zamieszania, jego przełożonych i podwładnych poinformowano, że zginął śmiercią bohatera. Jak pamiętamy, Olgierda w oficjalnej wersji uśmiercono serią z ckm-u gdy z gaśnicą w rękach gasił płonący czołg. Rano, chwiejąc się na nogach, Grigorij odprowadził swojego pierwszego dowódcę do bramy łagru. Więcej się już nie widzieli. Niestety w archiwach brak informacji na temat losów Olgierda. Może dożył XX Zjazdu KPZR i amnestii.
O sympatycznym Gruzinie, spragnionym żeńskiego towarzystwa, radzieckie archiwa również milczą…

Lidia Wiśniewska, czyli Lidka, LWP-owska wersja kobiety fatalnej, obarczonej pechem. Najpierw nie wyszedł jej podryw Janka. Ubiegła ją Marusia. Na weselu Janka i Marusi postawiła wszystko na jedną kartę, zgodziła się nawet na wyjazd do Gruzji. Na próżno. Grigorij wytrzeźwiał i nawet nie zdążył się z nią przespać. Zniknął jak kamfora. Po zdemobilizowaniu, jako była radiotelegrafistka, pracowała na poczcie. Miała stale problemy w związku z romansami z żonatymi mężczyznami w pracy. Składała nawet samokrytykę przed POP warszawskiej poczty. W latach 60. ktoś z dawnych znajomych załatwił jej posadę szatniarki w wojskowym kasynie. Przez afery z żonatymi oficerami nie chcieli jej przyjąć do ZBoWiD-u.
Potem słuch o niej zaginął…

Tomasz Czereśniak. Tomuś trafił do załogi „Rudego” już po niby-śmierci Olgierda, gdy dowódcą czołgu został Janek. Kto wie, czy gdyby nie pazerność ojca, starego Czereśniaka, typowo chłopski materializm, może Tomuś w ogóle nie zaznałby wojaczki. Jednak stało się, stary Czereśniak przehandlował jedynego syna za talon na drzewo i za konia. Po weselu Janka i Gustlika Tomasz wrócił na ojcowską gospodarkę. Stary Czereśniak przed wojną pierwszy ściągał czapkę na widok dziedziczki, w czasie wojny nie żałował bimbru i zagrychy niemieckim żandarmom, po wojnie jako pierwszy we wsi wyciągnął spracowane dłonie po ziemię z parcelacji. Potem męczyły go koszmarne wizje powrotu dziedziczki, może nawet jakieś resztki chłopskiego sumienia.

Tomek, na polecenie ojca, wstąpił do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (dali staremu za to talon na poniemieckie maszyny rolnicze), walczył z UPA w Bieszczadach (na tle jego dziejów nakręcono nawet następny film), a potem z reakcyjnym podziemiem w szeregach Urzędu Bezpieczeństwa. Tomek Czereśniak walczył o utrwalenie władzy ludowej i o zachowanie ojcowskich gruntów z parcelacji tak jak umiał, po chłopsku. Nigdy wziętym do niewoli NSZ-etowcom nie strzelał w brzuch ani w kolana, tylko w potylicę. W tych chlubnych walkach sterał się, zmęczył, biorąc udział w kościelnym pogrzebie ojca – podpadł przełożonym. Wreszcie osiadł na ojcowiźnie, tej z parcelacji majątku dziedziczki.

Po przejściu w stan spoczynku w UB próbował nawet odszukać swojego dowódcę Janka Kosa. Dał jednak spokój, gdy dowiedział się, co przydarzyło się jego ojcu. Wspomnienia wspomnieniami, a ojcowizny narażać nie można….

Został jeszcze ostatni członek historycznej załogi.

Owczarek niemiecki Szarik. Jeszcze przed weselem uzgodniono, że tymczasem Szarika weźmie Tomek. Na wsi zawsze łatwiej utrzymać psa niż w gdańskim mieszkaniu Janka czy w klitce Gustlika. Trzej bohaterowie umówili się, że każdego roku będą spotykać się i decydować o losie Szarika. Jak już wiemy, stało się inaczej. Pancerniacy nigdy nie spotkali się. Janek poszedł do szkoły oficerskiej, a potem do kryminału, Gustlik Jeleń poszedł do kopalni, a potem w niełaskę. Szarik razem z Tomusiem tropił wrogów władzy ludowej, wyciągał ich z leśnych kryjówek i przekazywał w ręce UB, był ranny, gryzł nieprzyjaciół, swoim ratował życie. Razem ze swoim panem, z Tomaszem Czereśniakiem, odszedł w stan spoczynku. Gdy Tomuś popadł w stan niełaski, ktoś przypomniał sobie, że Szarik nie jest własnością prywatną, tylko mieniem uspołecznionym. Zabrali go Tomusiowi do milicyjnej szkoły w Szczytnie. Tam zakończył swój żywot i dostąpił zaszczytu wypchania. Zrobili z niego wypchaną sianem mumię, tak jak z Lenina….
http://nczas.com/publicystyka/cala-prawda-o-czterech-pancernych/
Big Grin
chyba to Kisiel kiedyś powiedział:
To, że żyjemy w koziej (nomem-omen) doopie, to już wszyscy wiemy, ale najgorsze, że się w niej urządzamy...."
Odpowiedz

RE: różne

Świetne Smile
Można by fajny serial nakręcić.
Odpowiedz

RE: różne

4pancerni 20, 40, 60 lat poxniej ...
tak naprawde to nie mam nic madrego do powiedzenia...tak naprawde nie mam nic do powiedzenia...tak naprawde nie mam nic
Odpowiedz

RE: różne

Chruszczow przyjechał na zaproszenie Gomułki do Warszawy,zwiedzają miasto przez cały dzień.Noc spędzimy w parku-proponuje Gomułka,ty jako gość połóż się na ławce,ja prześpię się pod ławką.Idą chuligani -tego na ławce trzeba pobić-mówią,tak też i robią.Następnego dnia Chruszczow kładzie się pod ławką,na ławce Gomułka.Idą chuligani i mówią-ten na ławce wczoraj dostał-pobijmy tego pod ławką.
Odpowiedz

RE: różne

W czasach PRL-u Polacy potrzebowali wiz,pod balkonem konsula niemieckiego zgromadziły się tłumy.Konsul wychodzi na balkon i pyta-ludzie skuńćta su.Ludzie na to-spod Śwarzyndza,spod Śwarzyndza.O ja,ja -tam u was nyndza,nyndza-was wollen Sie?Ludzie na to-wiza,wiza.Jo was tyż wiza-powiedział konsul i odszedł.
Odpowiedz

RE: różne

[IMG]Treść niewidoczna dla osób niezalogowanych na forum.[/IMG] Link do rejestracji
"Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy.... "
Odpowiedz

RE: różne

Policjant zatrzymuje kierowcę i mówi:
-Proszę otworzyć bagażnik.
No to kierowca otwiera ten bagażnik, a w nim same noże. Policjamt się pyta:
-Po co panu tyle noży?
A na to kierowca:
-Jestem żonglerem, pracuję w cyrku i jadę do pracy.
Na to policjant:
-To niech pan pokaże kilka sztuczek.
Kierowca pokazuje. Obok przejeżdża para i facet za kierownicą mówi do żony:
-Uff, dobrze że przestałem pić. Zobacz, jakie teraz testy wymyślili!
chyba to Kisiel kiedyś powiedział:
To, że żyjemy w koziej (nomem-omen) doopie, to już wszyscy wiemy, ale najgorsze, że się w niej urządzamy...."
Odpowiedz

RE: różne

Jąkała chce kupić torebkę pieprzu-poproszę torebkę, pie*dolę jutro sobie kupię-wychodzi ze sklepu,widzi helikopter-o,ch*j z nim ,jutro go zobaczę.
Odpowiedz

RE: różne

Winnetou i Old Sutherhand zabłądzili na pustyni. Zmęczony Old Sutherhand mówi do swego przyjaciela:
- Wystrzel, może nas ktoś usłyszy.
Winnetou wystrzelił, jednak nikt się nie zjawił. Po chwili Old Sutherhand mówi znów:
- Wystrzel jeszcze raz. Może teraz ktoś usłyszy.
Winnetou znów wystrzelił. Czekają dłuższą chwilę i znów nikt się nie pojawia.
- Wystrzel jeszcze raz!!
- Dobrze, ale to już ostatnia strzała!
chyba to Kisiel kiedyś powiedział:
To, że żyjemy w koziej (nomem-omen) doopie, to już wszyscy wiemy, ale najgorsze, że się w niej urządzamy...."
Odpowiedz

RE: różne

Czy prawo Murphy'ego działa wtedy, kiedy przygotowałeś kolację, kupiłeś
wino, wziąłeś prysznic i odstałeś się jak szczur na otwarcie kanałów, a
ona dzwoni godzinę przed wyznaczonym czasem i mówi, że nie przyjedzie?

Nie, prawo Murphy'ego działa wtedy, kiedy pół godziny późnej, ona dzwoni, że zmieniła zdanie i jednak przyjedzie,
a ty zdążyłeś zeżreć kolację, wychlać wino i zwalić sobie konia!

Jak odróżnić trotyl od nitrogliceryny?
Potrząsnąć. Big Grin

Blondynka siedzi z koleżanką w domu. Nagle dzwoni telefon. Dziewczyna rozmawia przez chwilę, a po odłożeniu słuchawki zaczyna histerycznie płakać.
– Kto to dzwonił? Co się stało? - pyta koleżanka.
– Mama dzwoniła, zmarł mój ojciec... - ryczy blondynka.
Po chwili znów dzwoni telefon. Po rozmowie blondynka zanosi się płaczem powtórnie.
- Dzwonił mój brat, jego ojciec też nie żyje...
chyba to Kisiel kiedyś powiedział:
To, że żyjemy w koziej (nomem-omen) doopie, to już wszyscy wiemy, ale najgorsze, że się w niej urządzamy...."
Odpowiedz

RE: różne

Nie wiem co na to powiedzieć. Sad


Załączniki Obrazki
oba.jpg   
chyba to Kisiel kiedyś powiedział:
To, że żyjemy w koziej (nomem-omen) doopie, to już wszyscy wiemy, ale najgorsze, że się w niej urządzamy...."
Odpowiedz

RE: różne

Kogoś to śmieszy?Sad
"Dodaj jeszcze, że są i tacy którzy nie mogą głosować w naszym mieście, a mędrkuje taki, smętkuje, rozlicza, dyskutuje,obraża i jest fachowcem od wszystkiego.....a jak wiadomo wszystkim wokół- "fachowiec od wszystkiego jest fachowcem od niczego" Judyta
Odpowiedz

RE: różne

Mnie nie i to na pewno.
Odpowiedz
  
  •  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16(current)
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • ...
  • 25
  • Dalej 

[-]
Korzyści z rejestracji!
Masz coś do dodania? Zaloguj się lub zarejestruj, aby odpowiedzieć. Czekamy na Ciebie! Rejestracja trwa mniej niż minutę i wymaga podania jedynie adresu e-mail.






[-]

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

3 gości