RE: Pytania do kandydata na prezydenta Dariusza Kaczanowskiego
Witam,
"teqton":
Nikt nie powiedział, że będzie łatwo... Ja się tak szybko nie zrażam i jestem wytrwały w słuchaniu. Może Pan by spróbował przedstawić mi konspekt tej metody.
Pozdrawiam.
"kan_gory":
Pozwolę sobie za odpowiedź przytoczyć mój felieton opublikowany 04.03.2008r. w ŻŻ (od tamtego czasu nie zmieniła się moja ocena, jak i funkcjonowanie telewizji)
Pozdrawiam.
“Żyrafa tym głównie żyje,
Że w górę wyciąga szyję,
A ja zazdroszczę żyrafie,
Ja nie potrafię”.
Jan Brzechwa
KRÓTKA SZYJA “ŻYR-afy”
W naszym mieście działa telewizja i to bardzo stara, jak na kablówkę w Polsce. To jest dobra informacja. Media są niezwykle ważne, żyjemy w czasach gdy informacja to potęga, z perspektywy ław sejmowych widać to doskonale.
I na tym koniec dobrych informacji. Zła informacja, to poziom żyrardowskiej telewizji. Nasza telewizja, to około dwie godziny programu w tygodniu, ale tak naprawdę to jeszcze mniej. Główny problem jednak nie w ilości, bo jakość nadawanego programu jest zdecydowanie większą jej wadą.
W normalnej telewizji są informacje, są reportaże, są spory i dyskusje, są kontrowersyjne tematy. U nas zaś prawie nic, nic co by skłoniło człowieka do wysiłku intelektualnego. Krótko mówiąc, mamy telewizyjny biuletyn miejski i powiatowy. Sztucznie, z reguły nudno i bez polotu. Wszystko na ogół dopasowane do wypowiedzi decydentów. Spokój, porządek, harmonia, „blat” – tak określają pewne środowiska takie zjawisko. A gdzie funkcja kontrolna i informacyjna mediów?
Po co jest telewizja? Czy po to, by włodarze mogli raz na tydzień pochwalić się osiągnięciami? Owszem, po to też, zwłaszcza gdy te osiągnięcia są. Ale media mają przede wszystkim patrzeć władzy na ręce, zauważać problemy i je uwypuklać, by władza miała pełen obraz tego, co dzieje się w mieście. Wbrew pozorom, z takiej „czepliwej” telewizji władza ma więcej korzyści niż strat. Dzięki niej nie żyje w świecie iluzji, tylko naprawdę wie co się dzieje. A to pozwala zajmować się realnymi problemami i je rozwiązywać. Ale prościej i przyjemniej jest oczywiście robić telewizję łatwą. Tylko komu ona jest potrzebna?
Nie wierzę, żeby ci co decydują o programie nie tęsknili za robieniem prawdziwych, ciekawych i potrzebnych programów. Może po prostu wystarczy przełamać się i pokazać, że się da? Zwłaszcza, że telewizja jest dotowana głównie ze środków budżetowych.
Każda telewizja ma problemy. Stacje publiczne i prywatne też mają kłopoty. Wiadomo, że politycy są zainteresowani mediami, bo one mają wpływ na ludzi (np. ciągłe próby „odpolitycznienia publicznej telewizji”, a teraz i prywatnej). Aby zdać sobie sprawę z jakości żyrardowskiej telewizji należy sobie wyobrazić, że dajmy na to telewizja publiczna jest robiona tak jak nasza, a jej program jest równie atrakcyjny i różnorodny jak telewizji żyrardowskiej. Brr…
A jak powinno być? Nawet półtoragodzinny program w tygodniu też może być ciekawy. Garść informacji, z urzędów też. Do tego solidny materiał interwencyjny, pokazujący jakieś zjawisko, jakiś problem z różnych stron. Choćby kwestię obwodnicy, składowania i selekcji odpadów, szpitala, rewitalizacji, zmian funkcji miasta, supermarketów, sytuacji w oświacie. Czasem trzeba też ruszyć „siedzenie” poza miasto, a tego telewizja nasza absolutnie nie robi. Można prezentować żyrardowskich artystów, ciekawych mieszkańców miasta, ludzi władzy, ciekawe miejsca itd. itp. A telewizja przyjmuje niestety postawę charakterystyczną dla asekurantów: nic nie robię – nie robię błędów. A może po prostu trzeba zwinąć kram? Czy nie szkoda czasu, ludzi i pieniędzy?