Rzeczypospolita Obojga Narodów - Kraj multikulturowy przez 850lat, gdzie we względnej zgodzie (napewno lepszej niz gdziekolwiek indziej na świecie) żyli Polacy, Litwini, Żydzi, Rusini, Tatarzy, Węgrzy, Czesi, Niemcy.
Po zaborach staliśmy się nacjonalistami.
Okres międzywojenny spowodował niebywały wzrost nacjonalizymu w całej Europie, u nas również.
Niestety jakimś cudem po II WŚ trafiła nam się fucha Radosnego obozu w ponurym świecie.
Gdzie często wartością było to co w świecie demokracji było passe.
Niepodoba mi się wasze czarnowidztwo.
Zacznijmy od siebie.
Żadne z was nie powie, że nie jest Polakiem.
Czy rzeczywiście wychodzi z was ta "druga natura" czy po prostu czasami jesteście sfrustrowani tak jak może być sfrustrowany każdy człowiek na kuli ziemskiej?
Nie lubię takich tematów, bo tutaj bierze zawsze górę nasz = jak to nazywam - pesymizm na pokaz.
W szerszym gronie się po prostu stara za wszelką cenę wszystko umniejszać, "niwelować", żeby nie było lepsze, inne, gorsze niż gdzie indziej.
Co do Polaków ogólnie zauważyłem, ze jesteśmy takim miksem mentalności zachodniej i wschodniej.
Zauważcie jak szybko się zaaklimatyzowaliśmy w UE i zaręczam wam, ze Bułgarii czy Rumunii zajmie to znacznie więcej czasu.
Generalnie Polacy wyrwani z tego zaklętego kręgu naszej mentalności okazują się
Pracowici,
Odpowiedzialni,
Inowacyjni (Kombinowanie czasami można nazwać ładniej
Już to chyba kiedyś przerabiałem.
Wszyscy, którzy uważają inaczej powinni najpierw sie udać do psychologa w celu zwalczenia stanów depresyjnych.
Problemem o którym piszecie jest to, ze znacząca większość z nas nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie zadawane na większości rozmów kwalifikacyjnych.
Jakie są twoje mocne i słabe strony...
Jak się człowiek nad tym zastanowi (jak nie ma tych wspomnianych stanów depresyjnych) to się okazuje, ze brak jest tych "naszych" negatywnych cech we mnie samym... więc skąd są?
A może właśnie z tej mentalności - którą z kolei nazywam postkomunistyczną (zpełnie niemam pojęcia skąd ja to wziąłem) - która nas (nawet mnie tylko liźniętego przez komunizm) dotyka.
Do tego jeszcze dołóżmy martyrologie i nasze kompleksy związane z historią i mamy przyczyny tych negatywnych opinii o nas samych. Które nijak się mają do jednostki a są powielane w stosunku do narodu.
A przecież naród to zbiór jednostek, które się tym narodem czują...
Nie sądzicie, ze coś tu nie gra?