RE: Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat
......."Moje pierwsze lanie było, kiedy miałam 6 miesięcy. Moja mama uderzyła mnie za płakanie, po tym jak odkładała mnie do łóżka. Musiała bić mnie wielokrotnie, bym nauczyła się nie płakać, kiedy mnie odkładała. Wiem o tym incydencie, ponieważ moja matka zwykła opowiadać wszystkim nowym mamom o tym, jak młoda byłam, kiedy zaczęła mnie bić. Moje ostatnie lanie miało miejsce, kiedy miałam 13 lat......"
http://www.shantala.pl/mama- Jak lanie zmieniło moje życie
znalezione w sieci: Napisała"makabra"
"Nowelizacja ustawy z 2010 roku mówi wyraźnie, że RODZICOM nie wolno stosować jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci". OK - do mnie, jako matki, czy ojca dociera tekst tejże ustawy, ale co robić, gdy moje 6-letnie dziecko odbieram ze szkoły (z "zerówki"_ posiniaczone (ślady od dużych palców na przedramionach) i płacząc mówi, że już tam nigdy nie chce pójść, że pani "zwariowała" i zadaje dzieciom ból, ściskając mocno swymi rękoma "niesforne" dzieci (w tym pięciolatków)...??? Sytuacja taka miała miejsce (w przypadku mojego dziecka 2 razy - chodzi o ślady na przedramionach - zostały obdukowane przez lekarza pediatrę). Wychodząc z założenia, że do "3-ech razy sztuka" w pełni obaw czekam na ten "trzeci raz". Wychowawczyni względem rodziców jest bardzo sympatyczna, a i w ich obecności "wydaje się" być niesamowicie miła w stosunku do dzieci. Nie mam sposobności skonsultować brutalnych zachowań wychowawczyni z innymi rodzicami, gdyż na ogół wszyscy śpieszymy się rano do pracy. Natomiast mijamy się w pośpiechu, gdy odbieramy swoje dzieciaczki, aby szybciutko być w ukochanym domku. Zapytując wychowawczynię o pochodzenie tychże śladów, jednakże pani "zwaliła" ten fakt na potyczki, przepychanki i bijatyki pomiędzy dziećmi w trakcie zabawy, nad którymi pani nie jest w stanie zapanować... (pedagog i logopeda)... Na obdukcji lekarz jednoznacznie stwierdził, iż są to ślady palców dorosłego człowieka i na 1000% nie pochodzą od malutkich paluszków rówieśników... gdyż dzieci w tym wieku nie mają tak wielkich paluchów i aż tak mocnego uścisku w palcach (fakt - mogą ugryźć, podrapać, podstawić nogę, uderzyć jakąś zabawką etc), ale tego typu ślady należeć mogły tylko i wyłącznie do dorosłej osoby. Zastrzegłam, że jeśli jeszcze kiedyś zobaczę na ciele mojego dziecka (które codziennie powierzam z wielką ufnością jej opiece i edukacji) podobne ślady, to zgłoszę to do kuratorium, a w ostateczności do prokuratury (dyrektorka szkoły "trzyma sztamę" z ową wychowawczynią). W chwili obecnej u dziecka nie zauważam sinych śladów, natomiast skarży się, że pani w niczym nie pomaga tak, jak niektórym (wybranym) dzieciom. Posądza moje dziecko o czyny, których ono nie popełniło oraz zadaje psychiczne kary (eliminacja ze wspólnej zabawy, przykre dla dziecka bezpodstawne osądy oraz insynuacje odnośnie złego wychowywania rodziców - podważając w ten sposób nasz autorytet - nagminne czepianie się, że dziecko "źle" trzyma kredkę, nie potrafi przebrać się w strój gimnastyczny, nałożyć kurtki etc. - co jest absolutną nieprawdą... ) - Wychowawczyni ewidentnie czuje się bezkarna... Czy dla takich ludzi nie ma stosownych paragrafów??? Dlaczego doczekałam czasów, w których wszyscy "czepiają się" rodziców? Znam swoje dziecko i znam Jego możliwości... Ale uważam, że to właśnie wychowawczyni uczy dzieci przemocy reagując na ich (nazwijmy to) niesubordynację, co w żadnym wypadku nie usprawiedliwia stosowania tego typu metod wychowawczych. Uważam, że panie w szkołach nie są edukacyjnie przygotowane do opieki oraz nauki tak małych dzieci (5, i 6 - cio latkowe), które przez kilka godzin nie są w stanie usiedzieć na twardych krzesełkach przy stolikach. Rozważam opcję przeniesienia dziecka do innej grupy, którą opiekuje się inna wychowawczyni, ale czy to zmieni fakt "humanitarnego" traktowania maluszków, skoro panie są koleżankami? Nie mam możliwości przeniesienia do innej szkoły, a w przedszkolach nie ma miejsc.
Łuk