RE: Bajki, bajeczki.
(26.01.2013 22:36 )Brzoza napisał(a): Treść niewidoczna dla osób niezalogowanych na forum.
Link do rejestracjiPewnego pochmurnego dnia Piękna Blond Królowa nudziła się straszliwie w swoim pałacu. Mimo, iż do obsługi miała aż sześćdziesięciu chudopachołków, posługaczy i najróżniejszych dam dworu, to brakowało jej godziwej rozrywki na właściwym jej poziomie. Generalnie jakiś smutek panował w pałacu, bo chłopstwo burzyło się sarkając na coraz wyższe daniny i szlachta też nie szanowała swego Króla Brysia. Jakby tego było mało w królewskiej radzie otwarcie mówiło się o potrzebie zmiany władcy. Ba! Na domiar złego z wygnania powrócił przebrzydły (błędny) rycerz Don Kaczano, który zamiast walczyć z okolicznymi wiatrakami ogłosił casting na wolną posadę giermka, a sam rozpoczął rysowanie paszkwili na władcę, którego podobizny z długim nosem pojawiać się zaczęły ku uciesze niepiśmiennego ludu.
„Ech – myślała strapiona Królowa – co robić? Pogoda kiepska i nawet nie można się opalać. Szanty i dworskie serenady już mnie nudzą, wazeliniarstwo dworaków wywołuje senne ziewanie…”. Zasmucona pogrążyła się w szarości swych ubogich myśli i bliska już była sięgnięcia po jedyną książkę, którą posiadała (oprawiony w skórę zbiór donosów), ale z opresji wybawił ją jej nadworny trefniś.
Wesół wbiegł do komnaty i zaczął dokazywać. A to kozła fiknął, a to prześmiesznie puścił bąka, aby znów po chwili uciesznie przedrzeźniać któregoś z członków rady królewskiej: „Nie pozwolimy na drugi deptak!” – zaskrzeczał straszliwie, zamachał chudymi rączynami i znacząco przewrócił oczami.
Poweselała Królowa i aż zaklaskała w pulchne dłonie. „Dalej, dalej – zawołała – pokaż mi teraz tego przebrzydłego Don Kaczano!” – zapiszczała przebierając różowymi nóżkami. Trefnisiowi nie trzeba było dwa razy powtarzać i zaraz też wskoczył na taboret, nadął się okrutnie i zmienionym głosem oświadczył „Efekty rządów króla Brysia i wicekróla Łoobłędnego będą wymagały od przyszłych władz wiele wysiłku i konsekwencji w działaniu. Ale jest na to rada. Przede wszystkim należy podjąć działania na rzecz zwiększenia dochodów królestwa”. Królowa natychmiast dostała ataku niepohamowanego śmiechu i trzymając się za podskakujący brzuch tarzała się po podłodze.
Nagle drzwi do komnaty otworzyły się z głośnym trzaskiem i do środka wmaszerował z marsową miną sam Król Bryś. „Co tu się dzieje?! – zakrzyknął – drzemać nie można w tym piekielnym hałasie!”. Królowa nie przejęła się zbytnio i ocierając łzy poprawiła przekrzywioną koronę. „Wyluzuj!” – powiedziała i jednocześnie strzeliła Króla po przyjacielsku w plecy. Bryś przeleciał ze trzy kroki i z trudem złapał oddech (wszak Królowa znana była z silnej ręki). „Urządziłbyś lepiej jakiś turniej, albo przynajmniej spalił czarownicę na rynku – rzekła z wyraźną naganą – nudzę się tu straaaaszliwie!”.
Król popatrzył ze smutkiem i wyjąkał „Niestety, pustki w skarbcu… ostatnie miedziaki wygrzebuję, nakazałem nawet pochodnie w nocy pogasić dla oszczędności, a tobie się rozrywki zachciewa”. Podszedł niespokojnym krokiem do okna i wskazał na coś brudnym palcem „Zobacz! Znów w nocy ktoś porozlepiał moje podobizny z długim nochalem…” – nie dokończył, bo w tym czasie niezauważony przez nikogo trefniś zakradł się do władcy od tyłu i znienacka ściągnął mu pludry. „O cholera!” – wrzasnął Bryś i szamocząc się wyrżnął jak długi. Widząc to Królowa znów wpadła w atak nagłego śmiechu i klepiąc się po mięsistych udach usiłowała nie dostać czkawki. Król tymczasem gramolił się podciągając przyodziewek i groźnie warcząc na trefnisia – „Poczekaj ty bestio pokraczna, już ja cię….”. Nie dokończył, bo kątem oka wychwycił za oknem jakiś dziwny ruch. Przezornie trzymając się za pludry podszedł do parapetu i wytrzeszczył oczy. „Ło matko! – zakrzyknął przerażony Król – zbrojnych kupa na zamek idzie!”. Zaskoczona Królowa podreptała do okna i przyjrzała się uważnie bandzie dziwacznych obdartusów. Następnie wyćwiczonym ruchem strzeliła Króla w czoło z liścia, tak aż biedak przeleciał przez całą komnatę zatrzymując się dopiero na masywnych drzwiach. „Ech, ty… królu! Oczu nie masz? Toż to zaciężni wikingowie idą, co to na wiankach mają popcorn smażyć i watę cukrową kręcić dla biedoty” – postukała się w czoło upierścienionym palcem. Tymczasem Bryś chyłkiem wyczołgał się z komnaty i postanowił, że resztę dnia spędzi samotnie na tronie drzemiąc. Nawet jeśli po korytarzach zamku znów poniesie się piekielny chichot Królowej.